Pozorny listopadowy dzień, za oknami prużył śnieg powoli pokrywający coraz większą część Kanady, która sama idąc szlakiem telewizji oraz faktu, że niedawno był przecież Czarny piątek wydaje się myśleć już tylko i wyłącznie o świętach. W domu Morganów słychać było cichą muzykę, dopływającą z kuchennego radio. Stała tam Samar, nieco nerwowo ścierając z blatu jakąś ciecz. Kobieta jak praktycznie niemal czarne włosy posiadała spięte w niemal idealnego koka. Jej ciuchy nie były wielce przemyślane, wydawało się - co zresztą było prawdą - iż było to zwyczajnie pierwsze po co sięgnęła rano. Makijażu nie nosiła nigdy w przekonaniu jej braku potrzeby go przez co każda mała niedoskonałość na jej cerze była dość wyraźnie widoczna. Desire siedziała w salonie, trzymając na kolanach jeden, malutki szkicownik. Sunęła ołówkiem w górę, a potem bok, powoli zacieniowywała wybrany obszar rysunku. Przedmiot upadł jej z cichym odbiciem się, a do dziewczynki dobiegł dźwięk stukania w drzwi. Mocnego i przerażającego stukania, którego doświadczyła już nie raz. Fakt faktem rozpoczynało się od jednego puknięcia, raczej normalnego, przez co można się łudzić o to, aby była to sąsiadka czy sąsiad, mieszkający niedaleko. Nastolatka pośpiesznie podniosła ołówek, od razu podnosząc się z kanapy. Przygotowywała się, a raczej starała przygotować na to, co nadejdzie. Jednak tak naprawdę nikt w tej rodzinie nie wiedziałby, że tak zwyczajny dzień skończy się tak cholernym odznaczeniem wśród ich wszystkich. Do środka wpadł Azzam wraz z jego nieco nieobecnym wzrokiem oraz chwiejącym się krokiem. Niedługo po tym do salonu doszedł zapach alkoholu, zatruwająca czyste powietrze tam. Bez słowa podszedł do Samar, po czym uderzył ją mocno tak, że głowa kobiety odwróciła się, a ta wpadła na jakieś krzesła prawie nie upadając na podłogę. Trzynastolatka zacisnęła piąstki, czując jak w jej oczach zbierają się łzy, których oczywiście z siebie nie wypuściła. Miała to już wyćwiczone. Bowiem emocje musi trzymać dla siebie, ojciec zawsze nie cierpiał słabości i nie raz wydawało się, że sam w sobie widział tylko atuty.
- Desire, na górę - rozległo się ze strony mężczyzny nieco ochryple. Spodziewała się tego, nie można zaprzeczyć. Jednak nigdy nie chciała zostawiać swojej mamy z tatą, nie potrafiła mu ufać, a może po prostu wiedziała, że byłyby to naiwne kłamstwa wpajane jej samej przez nią samą - to nie powinno być to czego obawia się dziecko. Bowiem nie potrafiłaby teraz nazwać się inaczej. Niewinne, lecz nie beztroskie. Niemieszane w wiele spraw, nie uświadomione. Trzynaście lat było tylko liczbą, może była wysoka, ale nigdy nie czułaby się, choć blisko dorosłości. Tak również była traktowana. Nie zareagowała, lecz była to kwestia sekund jak niemal biegiem zjawiła się na górze. Teraz był to odruch, takie wyuczenie, iż gdy tylko Morgan chce po raz kolejny powtarzać swoją popieprzoną rutynę ta ma być z daleka. Dla niego było to obojętne, prawdę mówiąc, jednak nie dla Samar, która za wszelką cenę nie chciała mieszać w to niewinnej, małej brunetki. To nie to czego powinno doświadczać dziecko. Po domu rozległ się trzask drzwi od pokoju Dessie, która od razu zasiadła na łóżku. Podsunęła kolana niemal pod brodę chwilę przed tym łapiąc za książkę, leżącą na jej szafce nocnej. Otworzyła ją na kompletnie losowej stronie i starała się czytać, nieco nieskutecznie. Krzyki odwracały jej uwagę zdecydowanie lepiej, na tyle że piąty raz czytała tą samą stronę, nie mogąc zrozumieć nawet jedno z tych słów. Powinna być przyzwyczajona, lecz wciąż nie była. Nie umiała zamknąć oczu, przestać słuchać. Nie potrafiła również stać się kompletnie obojętna na krzywdę ludzi, bowiem każde ich cierpienie nie raz odczuwała jak swoje własne. Czasem zastanawiała się czy każdy tak ma, czy może to tylko ona. Zatrzęsła się czując zimno na własnym ciele, ale nie mogła znaleźć nigdzie koca toteż wsunęła się do łóżka. Krzyk, kolejny. Raz jej matki, raz ojca, oba mieszały się ze sobą tworząc nieprzyjemną dla uszu mieszankę. Trzask, nie pierwszy, pomimo tego, że wydawał się inny. Wszystko było lodowate, miękkie posłanie wcale, ale to wcale niczego nie zmieniało.
- Azzam, pomyśl o tym, co robisz. Pomyśl o nas, o Desire. Do jasnej cholery, pomyśl o tym wszystkim! - głos przerażonej Samar odbił się od ścian jednorodzinnego domu. - Chociaż spróbuj się uspokoić, porozmawiaj ze mną, proszę. Dlaczego nie możemy być jak inni?
Mężczyzna mówił coś, z większym spokojem od niej dopiero pod koniec unosząc własny ton. Najwyraźniej następnie uniósł dłoń, nie lubił być niekonkretny. Uderzenie, stuk. Podszedł do niej, tego była pewna. Zrobił coś, a potem kolejny raz uderzył, a ciało kobiety ponownie opadło. Tym razem na ich, zapewne zimną, drewnianą podłogę. Przeraźliwy krzyk. Tu nie można by tego opisać na tyle, aby zrozumiał to ktoś, kto tego nie doświadczył. Ochrypnięty, pełen paniki, walki o jakąkolwiek szansę przetrwania. Nie taki, jakiego chciałaby go zapamiętać Des. Zmieszany z płaczem, histerią oraz szybkim nabieraniem powietrza. Płakała, tak mocno płakała, a fakt, że było to wywołane bólem było niczym najoczywistsza sprawa w świecie. Szloch, tak straszliwie cichnący i znów wracający do tego sprzed chwili sprawiał, że nieświadomie dziewczynka cała się trzęsła z chwili na chwilę mocniej, mocno skulona, pod jej fioletową kołdrą. Dzieci robią tak, gdy boją się potworów. Tych z pod łóżka czy szafy. Ona również bała się potwora, lecz z jej własnego domu. To nie jest to, czego chciała się bać. Na uszy nasunęła małe dłonie i z jej ust również wydobył się cichy szloch. Chciała wyjść, a jednocześnie uciec tak daleko, by chociaż na chwilę być pewną tego, że jest bezpieczna. Że nic przeszkodzi jej w - zwykłym, ale tak upragnionym - życiu. Lecz w tamtej chwili jej szanse znikły. Głupi ludzie, którzy kłamią. Tak, kłamią. Mówią, że szansa na lepsze życie jest zawsze, ale ona wiedziała już, że jak zawsze znajduje się na przegranej pozycji. Jej serce biło bardzo szybko, na tyle szybko, iż sprawiało jej ból. Nie tak mocny jak przy słuchaniu tego wszystkiego, jednakże nieprzyjemny. Atak, napad, zwał jak zwał, nie raz tak miała. Kwestia genetyki. Spojrzała na swoje dłonie jakby każąc w myślach im zwolnić i nie trząść się tak bardzo. Nie posłuchały. Liczenie nie pomagało, rysowanie było wręcz niemożliwe, a łzy przecież dodatkowo utrudniały jej chociaż spojrzenie na coś poza nią. Rozmazany wodospad, pięknie torujący jej to, co działo się wokół niej. Może powinno się stwierdzić inaczej. Może dobrze, że nie widziała. Tak, nawet bardzo dobrze. Tam, poza sfera pozornego bezpieczeństwa. Piekło, zwane niebem. Gdzie więc te niebo - jeżeli w ogóle istnieje oraz nie jest to mit - nazywane piekłem? Chciała się tam na chwilę znaleźć, choć tę jedną. W jej pokoju nie czuła się chociaż w małym stopniu bezpieczna. A tam, na dole, bicie, szarpanie, szamotanie się, potem te bolesne dźgnięcie nożem. Nie raz, nie dwa, nawet nie trzy. Mężczyzna spoglądał na krew, której wypływało coraz więcej w bardzo szybkim tempie. Dessie nie zobaczyła tego, zapewne nawet jakby była obok zacisnęłaby wtedy powieki, choć nie wie czy by uciekła. W prawdzie rzeczy zwyczajnie nie wie czy potrafiłaby się ruszyć, ale nie chciałaby stać tam z świadomością, iż nie potrafi nic zrobić. Ta brutalna rozkosz mężczyzny przeciągała się z każdą chwilą. Czy wiedział, że ją zabijał czy był to przypadek wśród furii marnego człowieka? Chciał być Bogiem i wyznaczać innym ich los czy może zwyczajnie to los przechytrzył jego?
- P-Panie Boże, proszę - szepnęła do siebie cichutko dziewczynka, trzęsącym się głosikiem. Przyłożyła dłoń do dłoni, patrząc się przed siebie prosto w obrazek zawieszony na ścianie. ,,Bóg potrafi wszystko, gdy tylko oddasz się mu w pełni i zaufasz" głosił napis. Wpatrywała się w niego, mało skupionym wzrokiem. - Niech przestanie cierpieć, niech nic jej nie będzie. Niech robi krzywdę mnie, nie jej. Niech znowu stanie się moim tatą - wychlipiała. - Niech wszystko będzie dobrze, błagam. Tak bardzo błagam - mocniej się rozpłakała, bojąc się, że ktoś usłyszy. Wiedziała jakie są tutaj zasady, nie mogła się wystawiać. - Dlaczego nic nie robisz? Dlaczego? - ściszyła delikatnie głos, jednocześnie mając wrażenie, że i krzyki ucichły, zastąpione tupaniem, łomotami, wciąż szlochem, dźwiękiem ust ludzkich, który wcale nie brzmiał ludzko, lecz niczym z najgorszych horrorów. Cienkie ściany i drzwi sprawiały to tak bliskie jej. Zresztą, to było blisko niej. Parenaście kroków od niej coś zdawało się kończyć. Czuła chwilową ulgę. - Proszę, pomóż mi. Pomóż nam - zakończyła tylko, słysząc następnie długi, przeciągany pisk. Pełen rozpaczy, lecz i zrezygnowania. Nie był głośny, był zmęczony. Poddanie się, bezsłowne ,,To koniec". Mówiła coś, tak jej się zdawało. Może bełkotała, nie potrafiła wyłowić wśród tego niczego sensownego. Nie wiedziała co chciała przekazać. Egipcjanka o imieniu Samar nabrała jeszcze jak najwięcej powietrza. Mała Dessie nie usłyszała nawet wypuszczenia go. Lecz wcześniejsza ulga została zastąpiona zaniepokojeniem wraz z jeszcze mocniejszym bólem serca. Nie zdawała sobie jeszcze do końca sprawy z tego wszystkiego.
W końcu zapadła cisza na tyle rozległa, że trzynastolatka słyszała tylko i wyłącznie własny oddech, tak drżący, nierówny. Coś w domu został przesunięte, zapewne krzesło. Potem następne, zapewne stół. Desire przegryzła mocno swoją wargę, nie zważając na nieco krwi oraz szczypiący ból. Pociągnęła nosem, walcząc z samą sobą. Na chwilę sparaliżowało ją wręcz, więc wyostrzyła wszystkie swoje zmysły. Suchość w ustach, a same one pokryte nieco słonawą cieczą. Szuranie. Cichutkie, co jakiś czas głośniejsze. Nienaturalne, nienormalne wręcz do tego, co stawało się niedługo po kłótniach jej rodziców. Fakt, zazwyczaj zapadała na jakiś czas cisza, lecz nie stała. Gęsta cisza? Czy tak można to nazwać? Było jej przede wszystkim zimno. Jednocześnie nie potrafiła do końca stwierdzić czy aby na pewno drżenie nie jest spowodowane właśnie tym. Nie sądziła tak, może oba względy, możliwe, lecz nie tylko temperatura. Do tej chwili wydaje się, że pamięta wszystko z tak dokładnymi szczególikami, iż mogłaby to opisać. Czysto teoretycznie, w praktyce spaliłaby to po pierwszych trzech słowach jak nie szybciej. Coś stanęło jej w gardle, ciało opanowało złe przeczucie, niemal nie miała odruchu wymiotnego, mimo że nie wiedziała do końca dlaczego. Każdy krok w stronę drzwi od jej pokoju był oddzielony sporymi odstępami czasowymi przez skrzypienie drewna przy zderzeniu jej stopy z podłogą. Gdy doszła do drewnianego ,,wrota" w stronę tego, czego tak naprawdę nie chciała przysunęła do niego ucho i odskoczyła, słysząc warknięcie jej ojca przerwane oddychaniem. Zasłoniła sobie usta dłonią, ale nie wyszła, bojąc się. Nie byłaby pewna czy w całym jej życiu czuła ,,to". Dokładnie ,,to" pośród wszystkich fizycznych odczuć było czymś czego jak bardzo by chciała - nie potrafiła opisać. Więc nie opisywałaby, a nawet się nie starała, bo to i tak nie przyniosłoby sensu. Złapała za klamkę dopiero, gdy była niemal pewna, że ojciec odszedł. Wahała się nad przekręceniem jej, po czym w końcu zrobiła to bardzo szybko. Coraz bardziej panikowała, kręciło jej się w głowie, czuła jakby robiło jej się słabo. Krótki czas nawet przed jej oczami zapanowała ciemność, ale zaraz znów powróciła do rzeczywistości.
A rzeczywiścią okazał się jej ojciec, który pomimo jej przypuszczań wcale nie zniknął. Na początku po prostu go usłyszała, dokładniej krótkie kaszlnięcie. Jego oddech również był szybki, pełen urwań. Kolejny raz warknął, następnie kopiąc krzesło z hukiem odbijające się od ściany, a następnie lądujące na podłodze. Wrócił do pozornie cichego oddychania, patrząc na to, co zrobił. Czuł tak dużą satysfakcję jak nigdy, ale to nigdy wcześniej. Nie wiedział co do końca robić, ale długo nie potrwało jego zdenerwowanie. Potem stał się obojętny niczym kamień, spokojny, ponownie opanowany. Złapał za nogi jego martwej żony, których kawałek zobaczyła Des. Posiniaczone, niezwykle blade, obezwładnione, a do tego pokryte czerwoną mazią. Pociągnął szybko, szurając nim jak workiem ze śmieciami. W tamtej chwili Desire nie miała pojęcia czy jej najgorsze przypuszczenia były prawdą, ale nie potrafiła tego do siebie przepuścić. Dłonią zakryła usta z nieco zbyt głośnym świstem powietrza. Zauważył ją, na chwilę przestając ciągnąć.
- Idź spać, Desire - odezwał się łącząc własne spojrzenie z tym przerażonej trzynastolatki. Nie był tym kompletnie wzruszony, czarne oczy pozostawały czarne, takie nieobecne. Ubranie było poplamione krwią różnych odcieni, mieszających się. Nie patrzyła więcej w stronę matki. Mogłaby teraz jednocześnie żałować, że nie spojrzała na nią ten ostatni raz, ale jednocześnie nie potrafiłaby zapomnieć tego widoku. Już nie potrafiła. Patrzenie na śmierć, by jej więc nie pomogło. Zwłaszcza, iż nie wiedziała ile tak naprawdę zostało jej matki. Część tego co pozostało było bowiem pokryte krwią. Krew była wszędzie wokół, tworząc drogą coraz bliższą piwnicy.
- Powiedziałem idź spać, Desire! - tym razem bez żadnego uprzedzenia wrzasnął, a wrzask ten odbił się od ścian. Pozostawił ciarki na ciebie trzynastolatki, a także wtedy jeszcze nie widoczną ranę. Nie fizyczną, nie. Krzywdził nie tylko fizycznie, lecz i psychicznie. Szkoda tylko, że Azzam zdawał sobie sprawę tylko z tej pierwszej wersji. Kto wie, może coś by się zmieniło. Chociaż nie, kolejna chwila naiwności czy kolejne rozmyślania by nie pomogły. Tego nie wie nikt poza mężczyzną, do którego umysłu nie dojdzie tak naprawdę nikt poza nim.
Dziewczyna kolejny raz uciekła, słysząc chwilę za sobą szuranie oraz niemal staczanie się czegoś w dół. Ciała jej matki. Znów więc zostawiała ją samą z ojcem, czując obrzydzenie, okropny zapach oraz bolesne bicie własnego serca. Kolejny raz weszła do swojego pokoju, chcąc wrzasnąć, ale nie potrafiła. Teraz nie pamięta dlaczego z jej ust nie wydobył się najmniejszy nawet dźwięk poza świstem powietrza. Została sama, wtedy po prostu nie miała już na co czekać, bowiem końca zwyczajnie nie było.
---------------------------------
Czy mogłabym tu wiele napisać? Hej, jestem April, może mnie kojarzysz. Jestem człowiekiem, który mimo że często od początku spisuje się na straty ciągle próbuje czegoś nowego. To jest to, co tworzę oraz jak bardzo ten rozdział byłby ciężki nie zapewniam, że będzie idealnie. Staram się, aby historia zachowała wszystkie realia, więc w razie gdyby ktoś zauważył ich brak proszę o upomnienie mnie. No cóż, jak wyjdzie tak wyjdzie. Plan jest, zapał również. Czy jesteś gotowy poznać ze mną historię rodziny Morgan czy nie jesteś na tyle śmiały, aby wejść do drzwi tego domu?
- Zapraszam, April
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz